Femme  »  Ekoprzestrzeń  »  Prawo i co z niego wynika  

Prawo i co z niego wynika

Z Dżennet Połtorzycką-Stampf’l rozmawiają Magdalena Nagórska i Agnieszka Skrzypczyńska

Obecnie obowiązuje w Polsce wielokrotnie nowelizowana ustawa o ochronie zwierząt z 1997 roku. Ale nic nie wskazuje na to, by zmieniło się nasze instrumentalne nastawienie do innych istot żywych. Wciąż psy tkwią przez całe życie uwiązane na łańcuchach, funkcjonują fabryki zwierząt, a podczas transportu i w rzeźniach odbywa się horror.

Prawo i co z niego wynika 1

To bolesny problem, którego źródłem jest szczególny rodzaj zakłamania, jaki w tej sprawie panuje. Ustawa mówi bowiem o ochronie zwierząt, a chronić je ma człowiek, ten sam, który chce zwierzęta wykorzystywać i na nich zarabiać. Mamy tu więc oczywisty konflikt interesów. Siłą rzeczy człowiek wyznacza zwierzętom taki zakres ochrony, który będzie miał na uwadze przede wszystkim jego własny interes. Człowiek jest silny, ma władzę i pieniądze. Zwierzęta są słabe, nieme, zniewolone, całkowicie od człowieka zależne. Ich jedynym reprezentantem może być ktoś o dobrym i wrażliwym sercu. Konieczny jest więc kompromis, a w takim układzie niewolnik jest zawsze w gorszej sytuacji. Ale próbować choć trochę poprawiać ich los trzeba.

Mam wrażenie, że historia ludzkości to też dzieje ludzkiego okrucieństwa i nieustających cierpień zwierząt.

Na pewno na stosunek ludzi do zwierząt miał w dużym stopniu wpływ biblijny nakaz: „Czyńcie ziemię sobie podległą”. Człowiek zrozumiał te słowa dosłownie i uznał, że przyroda ma mu bezwarunkowo służyć. Przez wieki zwierzęta były traktowane jak użyteczne rzeczy, a nie żywe, czujące istoty. Do dziś taki stosunek jeszcze w wielu miejscach pokutuje i nawet pies, najbliższy przyjaciel człowieka, nie zyskał pełni praw, nie mówiąc o zwierzętach gospodarskich i hodowlanych. Choć dzięki ogromnemu wysiłkowi organizacji pozarządowych ten stosunek zaczął się nieco zmieniać, a ostatnio arcybiskup Kazimierz Nycz mówił nawet, że ta biblijna podległość nie oznacza wyłącznie pozwolenia na wykorzystywanie, ale także nakaz ochrony. Kościół mógł i może wiele zrobić w sprawie ulżenia cierpieniom zwierząt, ale wciąż jest raczej obojętny. A duża część polskiego społeczeństwa nadal uważa, że jest upoważniona do totalnej eksploatacji środowiska naturalnego, także zwierząt.

Ale bez ustawy byłoby jeszcze gorzej.

Oczywiście, ustawa jest niezbędna, przynajmniej w pewnym stopniu dyscyplinuje i reguluje podstawowe rzeczy. Choć niewiele zmieni, póki nasz wymiar sprawiedliwości nie przestanie nadużywać orzekania „małej szkodliwości społecznej” w stosunku do aktów okrucieństwa wobec zwierząt. Postępowania w takich sprawach najczęściej są umarzane albo zasądza się minimalne kary lub wyroki w zawieszeniu. Czyli sprawca cierpienia zwierząt może czuć się praktycznie bezkarny. „Mała szkodliwość społeczna” jest zasadą uznaniową, nie kodeksową, zależną od kultury osobistej, wrażliwości i dobrej woli sędziego. Jej stosowanie jest klęską dla obrońców zwierząt. Na Zachodzie zasądza się okrutnikom potężną dawkę pracy społecznej na rzecz zwierząt. A w USA w przypadkach ostrego okrucieństwa przewidywane są badania psychiatryczne, bo uważa się i wręcz lansuje społecznie tezę, że to jest groźne odchylenie charakterologiczne. U nas prawo jest łamane w pewnym sensie za przyzwoleniem władz i przy akceptacji społecznej.

Na czym to polega?

Już w momencie uchwalenia ustawy można było przypuszczać, że wiele zawartych w niej ustaleń nie ma szans na realizację. Na przykład ustawa mówi o tym, że „nie wolno zmuszać zwierzęcia do wykonywania ruchów i czynności, które są sprzeczne z jego naturą” (naturą danego gatunku), a „warunki, w jakich zwierzęta są utrzymywane, nie mogą im sprawiać cierpienia”. A przecież wiadomo, że tresura i występy dzikich zwierząt w cyrkach są zaprzeczeniem tej zasady. Podobnie jak los wiejskich psów, które całe życie spędzają na łańcuchach, jak życie zwierząt futerkowych, doświadczalnych czy tych stłoczonych w sklepach zoologicznych, nie mówiąc o hodowlach przemysłowych. A więc sami uchwaliliśmy prawo i sami na co dzień je łamiemy. Podam inny przykład. „Zabrania się działalności menażerii objazdowych”. A przecież cyrk w różnych okresach występuje codziennie w innej miejscowości, czyli codziennie ładuje się i rozładowuje zwierzęta, codziennie siedzą one skulone w ciasnych klatkach. Sprzeczności jest więcej. Ministerstwo Rolnictwa ma prawo tworzyć listę zwierząt gospodarskich. W pewnym momencie, po cichu, przegłosowano w sejmie, że daniele i jelenie, dzikie zwierzęta, będą od tej pory zwierzętami hodowlanymi i rzeźnymi. Podczas gdy ustawa mówi, że „zwierzęta wolno żyjące stanowią dobro ogólnonarodowe i powinny mieć zapewnione warunki rozwoju i swobodnego bytu”. Jakie to jest wspólne dobro narodowe, skoro jego część oddaje się grupce handlarzy, żeby na nim zarabiali? Jelenie i daniele to niezwykle wrażliwe zwierzęta, które nawet podczas burzy potrafią paść na zawał serca. Jak okrutne musi być dla nich samo tylko odławianie. A ubój? Napisałam do redakcji „Łowca Polskiego” pytając, jak to jest, że dzikie zwierzęta stają się nagle inną kategorią, co przeczy zoologii i zasadom naukowym? Na co jeden z myśliwych odpowiedział, że skoro stwierdzono, że te zwierzęta są rzeźne, to znaczy, że takie są!

A co na to Ministerstwo Środowiska?

Nie wyraziło opinii w tej sprawie. Stanowisko tego resortu wobec losu różnych grup zwierząt dzikich nie jest w ustawie jasno określone. Przykład. Jest dziś w Polsce wiele prywatnych hodowli i mini-parków zoologicznych, w których przebywają dzikie zwierzęta, także importowane. Ich los powinien obchodzić Ministerstwo Środowiska. Albo ostatnio opisana w prasie sytuacja w Warszawie – na miejscu zburzonego kina „Skarpa” ma stanąć apartamentowiec, którego ozdobą ma być woliera z egzotycznymi ptakami. Czy los tych ptaków podlega czyjejkolwiek kontroli? 

Ułomne prawo czy niska świadomość społeczna jest największą przeszkodą na drodze do osiągnięcia poziomu cywilizacyjnego, w którym ochrona tego, co nam daje przyroda, byłaby priorytetem?=

Oczywiście, że ułomne prawo i niska świadomość społeczna wpływają na nasz poziom cywilizacyjny, a w tym na stosunek do zwierząt. Ale moim zdaniem trzeba jeszcze czegoś więcej – woli politycznej, która utwierdzałaby społeczeństwo o szacunku rządzących do ojczystej przyrody, większej wrażliwości sędziów i by sprawnie działał system kontroli. No i najważniejsza – edukacja. Dzieci powinny się uczyć prawidłowego stosunku do zwierząt od najmłodszych lat. Niestety, Ministerstwo Edukacji nie realizuje ustawowego postulatu o wprowadzeniu do programów nauczania problematyki ochrony zwierząt. W założeniach programowych wspomina się o tym ogólnikowo, a napięte programy szkolne zapewne nie pozwalają na bardziej twórcze podejście nauczycieli do tego tematu. Przed laty widziałam katechizm ekologiczny, jaki powstał na KUL-u, świetnie przygotowany, dużo było w nim mowy o zwierzętach, pięknie, sensownie. Są więc wzorce, rzecz jasna nie tylko rodzime, i można, trzeba tylko chcieć.

Legitymacja inspektora organizacji społecznej zajmującej się ochroną zwierząt uprawnia do zabrania psa, gdy zaistnieje podejrzenie popełnienia przestępstwa, czyli znęcania się nad zwierzęciem. Czy tak? Wymienione w dawnej legitymacji TOZ-u uprawnienia były nawet szersze. Jak jest dziś?

Te uprawnienia istnieją, ale w praktyce ich zakres i znaczenie znacznie osłabły od czasu, gdy wprowadzono ustawowy priorytet Inspekcji Weterynaryjnej w kontroli warunków życia zwierząt. Dlatego ruch obywatelski na rzecz zwierząt przygasł, jest słabszy niż przed laty, to widać. Potrzeba niezależnych i sprawnych kontroli jest wciąż palącą kwestią. Całe grupy zwierząt były przez lata i są nadal jej pozbawione. Sklepy zoologiczne, które wciąż są traktowane jak zwykła działalność gospodarcza. Markety, gdzie niejednokrotnie z oszczędności wyłącza się na noc ogrzewanie, a są tam ciepłolubne zwierzęta. Bazary i giełdy, gdzie świnie upychane są do plastikowych worków, konie i krowy batożone. Minister rolnictwa Marek Sawicki powiedział publicznie, że taka jest tradycja polskich targowisk. Dalej: cyrki, hodowle, zwłaszcza te przemysłowe (to zresztą jest sprawa z góry skazana na niepowodzenie, bo wiąże się z nią zbyt wiele kwestii biznesowych, z wyżywieniem narodu na czele), straszne warunki, w jakich żyją zwierzęta futerkowe, ubojnie, zwierzętarnie zwierząt doświadczalnych, ogrody zoologiczne. Tu przypomina się sprawa niedźwiadka Mago z wrocławskiego zoo. Ówczesny dyrektor Antoni Gucwiński przetrzymywał go niemal dziesięć lat w zamknięciu. Kiedy misia w końcu wypuszczono, patrzył jak zauroczony w niebo, a wszyscy mieli łzy w oczach. Sądy długo dyrektora uniewinniały i dopiero ostatnio Sąd Najwyższy skasował te niesłuszne orzeczenia. No i schroniska dla bezdomnych zwierząt. Zapewnienie opieki nad nimi należy zgodnie z ustawą „do zadań własnych gmin”. To sformułowanie nie dało możliwości egzekwowania tej opieki. Gminy de facto niczego nie muszą. Nie budują więc schronisk, a stare pękają w szwach. A do wyłapywania bezdomnych zwierząt wynajmują prywatne firmy, które robią to często w bestialski sposób, bo chodzi im tylko o pieniądze. W ten sposób przywrócono w Polsce zakazane dotychczas hyclerstwo. I tak będzie, dopóki schroniskami rządzić będą zasady komercyjne.  

Nie ma żadnej kontroli tych wszystkich potencjalnych miejsc kaźni?

Jak wspomniałam, kontrolę powierzono wysoko usytuowanej Inspekcji Weterynaryjnej. Niestety, nie sprawdziła się ona w żadnej mierze. Nie jest to tylko jej wina. Brakuje w niej etatów i ochoty do wypełniania nałożonych na nią zadań. Poza tym Inspekcja podlega Ministerstwu Rolnictwa, a więc jest zależna. Jest gównie zainteresowana kontrolami jakości mięsa i zapobieganiem chorobom zwierząt hodowlanych. Cierpienie zwierząt spoza tej grupy jej tak dalece nie interesuje. Wzywanie lekarza weterynarii do jakiegoś przypadku trwa tygodniami i zwierzę może nie doczekać pomocy. Takie sytuacje osłabiają klimat walki o zwierzęta, powodują upadek wiary w możliwość poprawy sytuacji, co rodzi bierność.

Czyli w Polsce nie ma klimatu do walki o prawa zwierząt?

Trzeba pracować nad zmianą nastawienia opinii publicznej, a tego się nie robi. Media rzadko zabierają głos w sprawie zwierząt. Czasem jest wręcz pewien społeczny opór. Kiedyś Fundacja „Animals” zrobiła program telewizyjny o zwierzętach rzeźnych i – ku naszemu zaskoczeniu – spotkaliśmy się z protestami. Ludzie nie chcą wiedzieć, co się odbywa w ubojniach. Dobrą ustawą i naciskiem społecznym moglibyśmy jednak wiele zdziałać. Kiedyś z koleżanką Jadwigą Zielińską uprosiłyśmy ówczesnego komendanta policji, aby wprowadził do statutu policji obowiązek natychmiastowej reakcji na wezwanie organizacji pozarządowych. Każda zgłoszona krzywda zwierząt była przez funkcjonariuszy sprawdzana. Teraz dobrze działa Straż dla Zwierząt.

Ta Straż jest odpowiednikiem amerykańskiej policji dla zwierząt?

Za każdym razem, kiedy oglądam program o niej, czuję szczerą zazdrość, jakich mają przeszkolonych pracowników, jak to jest prowadzone. Moim marzeniem jest taka policja w naszym kraju.

Jak powinna wyglądać dobra ustawa o ochronie zwierząt?

Ustawa powinna dokładnie określać, co jest zakazane i co nakazane. Sformułowania pośrednie: „powinno się”, „należy” tworzą możliwość różnych interpretacji, co z kolei wymiarowi sprawiedliwości nie daje podstaw do jednoznacznej oceny sytuacji. Ustawa musi też dawać poczucie sprawiedliwości, bo to pobudza działania obywatelskie, porusza opinię. Samo przypomnienie o cierpieniu żywych istot jest ważne, każde nagłośnienie, które mówi, że nie wolno przechodzić obojętnie wobec cierpienia żywej istoty. Bardzo szkodzi zasada, że jeśli coś nie jest zakazane, to jest dozwolone. Ta zasada ułatwia życie osobnikom. którzy lekceważą prawa moralne. Już od czasów rzymskich wiadomo, że wszystkiego określić się w prawie nie da i że w społeczeństwie obowiązują oprócz niego także zasady moralne, przyzwoitości, kultury, płynące z tradycji – tkanka społeczna, która jest niekiedy o wiele bardziej wartościowa niż sucha litera prawa. Przez tę zasadę psi zabójcy, którzy robią szmalec, uchodzą bez kary, bo sędzia nie znajduje w przepisach zakazu produkcji szmalcu z psów. To straszne.

Słyszy się o pomyśle powołania rzecznika praw zwierząt, który miałby kontrolować realizację ustawy. W jaki sposób?

Moim zdaniem byłby to jeszcze jeden urząd, na który szłyby pieniądze przeznaczone na zwierzęta. Powstałyby oddziały wojewódzkie i powiatowe, każdy potrzebowałby personelu, lokalu, samochodu i pieniędzy, a skąd je wziąć? Proces rozpatrywania zgłoszeń o nadużycia wobec zwierząt trwałby jeszcze dłużej. Taką funkcję mogą pełnić skutecznie tylko miejscowe organizacje pozarządowe. Ludzie wrażliwi, którym zależy. Byłoby wspaniale, gdyby swoją działalność chciały ożywić Ministerstwa Edukacji i Środowiska. No i ważna jest aktywność miast. W Warszawie działalność w tej dziedzinie trudno dostrzec. W Ratuszu jest komórka do spraw zwierząt, ale nie ujawnia, jakie stawia sobie zadania i jak je wykonuje. Nie widać, żeby miała jakiś spójny program pomocy zwierzętom ani walki z ich bezdomnością. Owszem, przed kilku laty miasto wspomagało dokarmianie bezdomnych stworzeń i okolicznościowo ich sterylizacji, ale to wszystko. Do dziś nie powstało schronisko dla prawobrzeżnej Warszawy, a Paluch pęka w szwach. Nie prowadzi się też żadnych ważnych akcji propagandowych. Mamy ciężką zimę. Kiedyś pojawiały się apele o dokarmianie marznących zwierząt, rozwieszano karmniki, urządzano prowizoryczne schronienia. Obecnie – cisza. Strach pomyśleć, co dzieje się ze zwierzętami w warszawskich parkach! Moim wielkim pragnieniem jest, aby w ochronę zwierząt włączył się Kościół, żeby proboszczowie mówili o tym w kazaniach. I żeby kochali zwierzęta tak jak nieżyjący już dziś biskup Zbigniew Kraszewski, wspaniały człowiek, niegdyś kapelan Armii Krajowej. W jego parafii na Kamionku odbywały się msze za zwierzęta, w kościele siedziały psy, latały papużki i siadały biskupowi na ramionach, on je przytulał do policzka. Ludzie mieli łzy w oczach. Może sami czuli się wtedy lepsi?

Dżennet Połtorzycka-Stampf’l, wiceprezes Fundacji „Animals”, autorka powieści radiowej „Matysiakowie”.

Zobacz także

Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem. Zaloguj się lub Zarejestruj.